
Dopuściłem się poprzednio malej prowokacji - Tekst * Idą ludzie Babilonu * napisałem i opublikowałem w piśmie literackim Portret kilka lat temu. Jest to fragment większej całości związanej bardziej z wyborami życiowymi i ich słusznością niż z jakimś konkretnym faktem. Jednak widząc wokół, że niewiele się w kraju zmienia, a wręcz przeciwnie, że człowiek coraz bardziej się zatraca - postanowiłem tekst, po skrócie, przypomnieć. Z wątków oplecionych pożądaniem oddawania pokłonów mamonie, wzbudziło największe zainteresowanie poruszenie tematu specyficznych programów telewizyjnych, gdzie celebryci oceniają szarych obywateli w różnych kontekstach, z których obecnie jest na topie ocena umiejętność śpiewania i muzykowania.
Temat jest emocjonalny, gdyż weszły do obiegu nowe programy, które dodatkowo rywalizują ze sobą. Są realizowane wg najnowszych technologii, z zaangażowaniem potężnego PR. Stały się magnesem. Można się nawet z nimi identyfikować, bo biorą w nich udział ludzie z najbliższej okolicy - ulicy, miasta, regionu. Olsztyn ma mocną pozycję, bo w poprzedniej edycji jednego z programów olsztynianin był bliski zwycięstwa, a obecnie wśród uczestników mamy cały zespół z Olsztyna, a drugi częściowo ze Szczytna - wśród jurorów jest olsztynianin i była olsztynianka. Rodzą się zatem sportowe emocje , niestety w stylu igrzysk rzymskich. Facebook aż kwiczy. Telewidzowie zostali wkręceni w ocenianie uczestników. W postawienie się w roli jurorów. I to zawęża odbiór i ocenę tych programów jako Wartości. Nie martwimy się losem ocenianych, tylko zwycięstwem naszego gladiatora.
Nie ma potrzeby zastanawiać się nad intencjami uczestników, są jasne, bezdyskusyjne, często autentyczne - idealne do wyśmiania, obnażenia, pokazania króla nagim. Ważne, bo decydujące, są intencje drugiej strony. Te wskazują sami jurorzy, choć nie oni są tutaj demiurgami, tymi są niewidoczni pomysłodawcy i producenci, są jednak najważniejszym elementem. Najbardziej widoczni, świadomi bardziej lub mniej, zarażają pasożytem grzechu wypaczenia życiowego celu. Niektórzy wulgarni i okrutni, inni z łagodnością na anielskiej twarzy oraz łzami w oczach, pod czapeczką z logo zespołu Behemot, są tylko odzwierciedleniem całej rzeszy współczesnych kapłanów mamony.
By nie być gołosłownym zacytuję Stinga, który wypowiedział się na temat losu uczestników takiego programu telewizyjnego:
" [...] śpiewający [ ...] są upokarzani, gdy odpadają w kolejnych odcinkach. Przerażające jest dla młodego człowieka czuć takie odrzucenie. To opera mydlana, która nie ma nic wspólnego z muzyką. Telewizja jest bardzo cyniczna".
No niestety. Żyjemy w społeczeństwie konsumpcyjnym, nastawionym na zdobywanie pieniędzy za wszelką cenę. Szczerze mówiąc, nie widzę zbyt wielkiej różnicy pomiędzy jurorami a uczestnikami takich programów. Ich intencje są bardzo podobne, z tym, że ci drudzy dopiero pukają "do bram nieba".
OdpowiedzUsuń na zawsze