recenzja : The Lollipops – Hold

Debiut w barwach Agencji Fonograficznej Polskiego Radia S.A. . Noise-owy kwintet z Olsztyna , którego singiel „Good Girl” , stał się małą sensacją na indie rockowej scenie w 2009 roku .


Nie ulega wątpliwości, że rodząca się popularność zespołu wynika z olbrzymiego zainteresowania alternatywną muzyką nie tylko w Polsce, ale też na świecie. Podobne inspiracje jeszcze 10 lat temu nie dawały powodzenia zespołom pokroju Ścianki, czy Pogodno. Musiały przejść muzyczną transformację, by znaleźć miejsce na rynku muzycznym.

The Lollipops pomaga w promocji zainteresowanie mediów – grają koncerty w studiach radiowych: radiowej Trójki , Radia Pik, Radia Olsztyn i na festiwalach: Top Trendy. Mają też rodzimą konkurencję, a taką na pewno jest zespół MS. No One, który nie pozwala rozleniwiać się olsztynianom.

Niewątpliwie atutem zespołu i debiutanckiej płyty jest Kasia Staszko. Porównywana do wielu wokalistek, najbardziej oscyluje wokół takich solistek jak Kristin Hersh, czy Tanya Donelly. Doskonała interpretacja angielskiego tekstu – to rzadkość na polskim rynku. Dzięki temu zespół tak chętnie jest już wysyłany z płytą na zachodni rynek. Na pewno poradziłby tam sobie. Inspiracje, do których sami się przyznają, czyli wpływy The Raveonetts, czy The Kills, to wg mnie przykrywka dla głębszych źródeł - alternatywy amerykańskiej granej w latach 90-tych przez Throwing Muses, Belly, czy The Breeders. Słychać też noisowy wpływ Dinosaur Jr. Ze współczesnych wykonawców najbardziej ekspresją i wykonaniem pasują do zespołu Harlem, tria z Austin w stanie Teksas. Dlatego te analogie do muzyki lat 60 ,czy to podkładany Jonny Cash, Elvis Presley, The Velvet Underground, są takie namacalne i słyszalne, choć pośrednie.

The Lollipops to także gitary i sekcja rytmiczna. Pierwsze robią brudny, hałaśliwy zgiełk, ale miły dla ucha. Dobrze, że produkcją płyty zajął się Maciej Cieślak ze Ścianki – lepiej być nie mogło. To muzyczne ziarno padło na podany grunt. A sekcja momentami jest bardzo psychobilly – gdzieś tam pewnie post ramones’owskie inspiracje też funkcjonują.

12 utworów, na 12 miesięcy w roku. Dlatego płyta nie nuży, choć muzycy pewnie nie mają postawionego sobie za cel schlebiania słuchaczowi, choć mamy tu i chwytliwe melodie, pokroju The Cranberries.

Czekam na następną płytę – mam nadzieję, że w barwach 4AD, Matadora lub Sub Pop.

Czytaj recenzję:

gramy.to

Tu Olsztyn

track lista:

The Lollipops – High!

01. You Forgot My Name (2:46)
02. Jack Horror Show (3:42)
03. Hello, Farewell (4:01)
04. Seaside Neon Love (4:10)
05. Let's Go Baby (3:05)
06. Girls' Night Out (3:10)
07. Long Way Home (4:14)
08. Tonight Tonight (2:10)
09. Young Boy (4:07)
10. Trash-Bottles-Guns (4:17)
11. Candy Cigarette (3:44)
12. Good Girl (Hold!
Version) (4:25)

Produkcja: Maciej Cieślak, Marcin Bors
Miks i mastering: Marcin Bors, Studio Fonoplastykon
Realizacja nagrań: Maciej Cieślak
Nagrania zrealizowano w Studiu im. Adama Mickiewicza Oddział w Warszawie

2 komentarze:

  1. jaka beznadziejna reklama. Koles... przedbrzyłeś haha Naiwniwacy łykną tą tzw recenzje bo tak można napisac o prawie każdym zespole. a oni wcale nie graja tak jak napisaleś. wokalistka coś tam spiewa, bez wyrazu, nie ma ikry. gitara? gdzie tam noise? hehe daleko im do innych chociaz taka muzyka to nie nowość i kopiować to kazdy potrafi. zespól nic nowego i ciekawe. Reklama radia bo radio wydało :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Panie redaktorze - spokojnie. W tej muzyce nic nowego nie ma. A wokalistka śpiewa dobrze po angielsku i koniec jej zasług. W barwie głosu nie ma nic, co wyróżni ją w tłumie. Oczywiście każdy ma prawo być, jaki jest, grać jak chce, ale nie wolno wciskać słuchaczom przebarwień. Po prostu - bez jaj.

    OdpowiedzUsuń na zawsze

Archiwum

Popularne posty